poniedziałek, 25 stycznia 2010

Janek


Lubił nietypowe słowa

Jak gdyby ze słownika synonimów
Wybierał przedostatni wyraz

Wojnę nazywał inwazją
Deszcz spolszczał do regeniku
A kubek talerz nóż były rynsztunkiem
Niezbędne uzbrojenie na dzień

Nawet koło jego domu rosły tylko przylaszczki
I lwie paszcze
Posadzone równolegle na onomatopeicznych grządkach
Jakby zwykła stokrotka naruszała ustalony porządek
Mimo iż Bellis przywołuje piękno

Pospolitość była jak grzech
Plama na wyprasowanym kołnierzyku
O której długo przypominały pręgi na dziecięcym ciele

Tylko koniec świata nastał zwyczajnie
(przeprawa przez sen gdzie rzeki składają się tylko z odpływów)
Jak przekręcenie kluczyka w stacyjce
Gdy świeżo naoliwiony zamek
I ta pewność że zdąży się na czas


Fot. Michał Magdziak, tyt. "Tato"

9 komentarzy:

zekas pisze...

Bardzo nastrojowy wiersz. Duża dawka ludzkiej życzliwości zawarta w pięknych słowach. Podoba mi się bardzo. Pozdrawiam :)

Emma pisze...

rzeki z samych odpływów - pycha!
hehe...ciekawe czy Holden znajdzie tę sama perełkę :-)) zawsze był szybszy!

Małgorzata pisze...

:)Ale teraz Ty Emmo byłaś szybsza :)
Zekas - ogromne dzięki.

Margo pisze...

Wiesz jak mnie poruszyć :)

Małgorzata pisze...

Ty też Margo, Ty też:)

Holden Caulfield pisze...

za całość łaskawe ukłony:), ale głównie za

Tylko koniec świata nastał zwyczajnie

Małgorzata pisze...

Jak widzę każdy wybrał coś dla siebie, cieszę się. Pozdrowienia, Holden.

Puma pisze...

Pospolitość jest grzechem.

Cieszę się, że Ciebie odnalazłam, będę tu częściej :) Bo lubię czuć.
Serdeczności:)

Małgorzata pisze...

Bardzo mi miło, zapraszam Pumo:)