piątek, 15 stycznia 2010

Jedno pytanie

Właśnie wróciłam ze spotkania z Szymonem Hołownią*, bardzo udanego, bo od dawna ten człowiek mnie intrygował i fascynował intelektem oraz konsekwencją zdobywania wiedzy. Można go nie lubić, nie słuchać, ale ani jednego, ani drugiego nie da się mu odmówić. Trochę się obawiałam, jako osoba, której religia sprowadza się do akceptacji świata, takim jakim jest i byciu dobrym, w miarę możliwości i po prostu. Wynika to z pewnością z lenistwa, powiązanego z brakiem umiejętności skupienia nad danym problemem i studiowania do bólu świadomości (co bynajmniej nie jest powodem do chwały), ale zdaję sobie sprawę, że jak w piosence Ewy Błaszczyk "sama zapłacę za to wszystko, za piękno i głupotę ludzką, za tę na cudze jabłka chęć". I właśnie o świadomość tutaj chodzi, o przemyślenia, "zdrowe" chrześcijaństwo, będące opowieścią o integralności człowieka i coś, co mnie ujęło najbardziej, iż chrześcijaństwo w konsekwencji prowadzi do odnalezienia siebie i życiu w zgodzie z samym sobą. A do wszystkiego można dojść tylko i wyłącznie poprzez rozmowę, co dla mnie jest oczywiste. Ale właśnie, takie wnioski wymagają przebycia długiej drogi, nawiązywania relacji, oczytania i przede wszystkim - głodu wiedzy. Nie jestem przekonana, czy te, podane w postaci gotowej, refleksje mogą przekonać ludzi, którzy nigdy głęboko nie dumali nad sensem wiary. I tutaj zrodziło się moje pytanie, poprzedzone zresztą informacjami o niewielkim oczytaniu naszego społeczeństwa i pytaniami z sali, gdzie można było dowiedzieć się naprawdę dużo, a pytania kręciły się wokół Małgorzaty Foremniak, czy zarzutów o radosne podejście do religii, nad którą należy się przecież pochylać i umartwiać. I wobec tego czy za kilka lat nie będzie sytuacji w której pan Hołownia najzwyczajniej w świecie nie będzie miał do kogo mówić, że jego rozwój wpędzi go w pułapkę  intelektu, gdzie chęć podzielenia się refleksjami spotka się z totalną obojętnością i niezrozumieniem. I wówczas jedyną szansą na zbawienie będzie belgijski znak drogowy z informacją "koniec ronda". Pytanie nie ma jednak podtekstu - aby się poddać, wynika z czystej ciekawości. Cena myślenia leci na łeb na szyję, więc sama zmagam się z odpowiedzią i nie wiem, wiem natomiast, że przeczytam "Monopol na zbawienie", na dobry początek pracy nad sobą.
_____________________________
* Spotkanie z Szymonem Hołownią odbyło się 15.01 w opolskiej drukarni Opolgraf w ramach cyklu spotkań "Fabryka Inspiracji".

10 komentarzy:

Latarnik pisze...

Szymona Hołownię sobie cenię, choć znam jego teksty właściwie tylko z prasy i tego co czasem w sieci znajdę. Mądry facet jest.
A co do religii.... Czy się należy nad nią pochylić, czy też podejść radośnie i na luzie... Chyba i jedno i drugie podejście jest dozwolone. Katolicyzm wbrew stereotypom jest bardzo otwartą religią. Większość księży tej otwartości nam nie pokazuje niestety i jest jak jest - powstaje stereotyp religii, która jest smutna i nudna. Daleko nam katolikom do radości, oj daleko...

Bareya pisze...

Chciałbym aby ludzie więcej czasu poświęcali sobie, więcej czasu poświęcali na "dialog" niż dumanie o wierze, o chrześcijaństwie.
Boga w świątyni znajdują, znaki pokoju sobie przekazują. A po świątyni ta sama bezmyślna pulpa przed ekranem TV, samotność we dwoje, milczenie, drzwi pozamykane, pusty wzrok.

Małgorzata pisze...

Latarniku, całkowicie się z Tobą zgadzam, dlatego też uważam, że większość ludzi nie dorosła do rozmowy o katolicyzmie i chrześcijaństwie, właśnie dlatego, że wydaje nam się ona zamknięta i co gorsze, że wszystko wiemy, a przecież wiemy bardzo mało.
Bareya - ale dumanie nie wyklucza dialogu i odwrotnie. Oczywiście dialog jest podstawą, bo to od rozmowy się wszystko zaczyna, to drugi człowiek otwiera nas na nowe, a dumanie się przyda chociażby po to, aby odrzeć tę naszą "wiarę" z mechaniczności, z tego o czym piszesz; że ludzie robią to co do nich należy, a potem mogą grzeszyć (pisałam już tutaj o tym w poście Boże Ciało). Serdeczności!

Małgorzata pisze...

Nie chciałam za wiele pisać o wczorajszym spotkaniu, bo kto będzie zainteresowany to dotrze do książek, czy na inny wieczór autorski, ale słowa p. Szymona dały mi do myślenia, zresztą ja zawsze staram się zaczynać od człowieka i rozmowy, dla mnie to najważniejsze.

Anonimowy pisze...

A ja nie lubie Hołowni dla mnie za bardzo sie wymadrza.

Małgorzata pisze...

Lepiej się wymądrzać mając wiedzę, niż jej nie mając, taka filozofia myśliciela - amatora:)Mam prośbę, nie traktujmy blogów, jak portali plotkarskich, gdzie wchodzi się tylko po to, aby komuś dokopać. Coś napisać, uciec i poczuć się lepiej? Anonimowość i co za nią idzie bezkarność to najgorsze przekleństwa internetu.

Latarnik pisze...

Tak z boku uwaga: w sieci nie istnieje anonimowość. Jest to pozorne uczucie. Każdego można znaleźć i sprawdzić. Chyba, ze ktoś wie jak się przed tym zabezpieczyć :) Większość nie wie.

Małgorzata pisze...

Z tego co widzę po IP, jednak niektórzy wiedzą :) poza tym sama neostrada ułatwia zadanie.

Anonimowy pisze...

Ja nie wiem czy tak można. Ten tekst, który poniżej to zamiast mojego komentarza - jak to różnie z nami jest. Z naszyhm obcowaniem z sacrum...
Jesli toto za długie to poprostu, prosze, nie zamieszaj. Wtedy będzie tylko dla Ciebie - z przyjemnością. Moją!
Marek
. Ksiądz Adam B.
Rezydent Klasztoru Sióstr Wizytek
PNIEWY SZAMOTULSKIE


Drogi księże Adamie !

Nawet nie wiem, bo nie wiedzieliśmy się od tamtego dnia, kiedy to z duszą na ramieniu wręczałem swój mały tomik z wierszami ,czy spodobały się te moje teksty spod znaku „Zapisków klasztornych”. Dopiero dzisiaj, ale to „widzenie się” dosyć jednostronne – ksiądz za ambonką – ja w tłumie tych, co to w Bożego Ciała uroczystość mszy na ryneczku miasteczka P. słuchaliśmy. Także i tym razem z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem homilii, ba, cieszyłem się, że to właśnie Ksiądz powie Słowo Boże dla nas zgromadzonych. Kazania Księdza słuchane w tym miniaturowym kościółku św. Ducha fascynowały umiejętnością budowania napięcia, prostotą przekazu, świetną polszczyzną – co rzadkie na ambonach – i, co jeszcze rzadsze, brakiem zarówno tonu mentorskiego jak i pouczającego –zarazem pełne swoistej treści, nauczające. Akurat dla mnie ta cecha „kazań” jedną z ważniejszych – wszak Chrystus nie mówił : idźcie i pouczajcie, ale „idzie i nauczajcie narody”.
Tak więc nawet te trudy stania, jakby nagrodzone Księdza Słowem. Jakże miłym gestem dla nas skrócenie o część środkową planowanej na trzy homilii z powodu padającego deszczu – owszem nie były to obfite opady, ale przecież panie już w wiosennych kreacjach, sporo dzieci. Nie wszyscy z parasolami …
Nie będę się tutaj silił na jakąś egzegezę wypowiedzi Księdza. Bardzo ciekawej, o nowatorskim spojrzeniu na problem dzisiejszego Święta … przyznam nie wszystko do mnie docierało i to nie z powodu złego nagłośnienia Rynku Miasteczka P. Otóż, księże Adamie było tak: obok stała zupełnie mi obca kobieta – zresztą, przecież wszyscy obcy tam. Ja tylko w gościach u mojej Mamy.
Więc zgrabna , ze śliczną „na krótko” fryzurką – włosy jasne. Z ciekawą twarzą. Wysoka, gustownie ubrana. Na palcach szczupłych dłoni żadnych ozdób, obrączki … więc poglądałem w jej stronę dość często zaniedbując słuchanie przypatrywałem się profilowi , rysunkowi ust. Nie mogłem doczekać się słów „pokój z wami” – by w stosownym czasie ukłonić się właśnie Jej – adorowanej w myślach – uśmiechnąć …
Nie spojrzała w moją stronę. Zajęta obcowaniem z częściami Mszy nie zwracała uwagi na to, co wokół. Modliła się, śpiewała (ładnym głosem), a kiedy większość (w tym i ja) udawała klękanie w czasie Podniesienia – Ona – na dwóch kolanach na płytach tamtego chodnika … Piękność w pięknym geście . Potem odeszła wąską uliczką Miasteczka. Tą, którą dawnymi czasy do Łazienek, nad jezioro chadzałem. Tak więc teraz w myślach Modląca się i zapamiętanych zdań kilka homiliowych.
Wszystkiego za mało. Oprócz poczucia wstydu.
Ale proszę nie poczytywać tych słów jako spowiedzi pisanej – niestosowność moja raczej w myśleniu, że oto „na obraz i podobieństwo” – więc jakże On pięknym być musi !

Pozdrowienie moje, dzisiejszo-nocne posyłam! Bo już prawie północna godzina tego dnia dzisiejszego świętem naznaczonego.
11 czerwca 2009 Marek

Małgorzata pisze...

Dziękuję Marku:)