piątek, 20 listopada 2009

Partytura ulicy


                Markowi, w podziękowaniu za inspirację

Gdybyś tylko widział ciszej

Nawet po gazetę
Nigdy nie idziesz sam
Kobieta w piekarni na rogu zmiata z lady okruchy
Oczekiwania

Klucz jaskółek opada na pięciolinię
Batuta szlabanu ucisza roztańczone niebo
Zaczyna się koncert

Uwertura asfaltu nawijanego na koło
Kwintowe
Solo alarmu ćwierćnutującego wiatr
I Beethoven marki Siemens

Zabłąkany Bemol sąsiadów
Rozszczekuje świt
Tylko dlatego że nadszedł

Jeszcze złączone liście
W sennym nokturnie przeczuwają podróż
Z bagażem wiązki nerwów
Opadają na spóźnione ramię czerwonego płaszcza
Za którym za chwilę zamkną się drzwi
Oczywistego celu linii nr 15

Partytura ulicy
Fragmentarycznie doskonała
Jak miniatury Ravela
Unoszące się nad filiżanką porannej
Nieuwagi


Fot. immbir (http://immbir.digart.pl)

wtorek, 17 listopada 2009

Złośliwość ludzkich spraw (zasłyszane)

Dzwoni Jacek Podsiadło.
- Czy zastałem Danusię? Czy o tej porze jeszcze bywa?
- Bywa, aktualnie jest, tylko wyszła...

Ciekawe czy powstanie z tego wiersz?

poniedziałek, 16 listopada 2009

Alejka


Podniósł wzrok znad wyników
Światło południa szeleściło liśćmi na białej ścianie

Nic pani nie jest
Powiedział strzepując z dłoni
Za długie rękawy koszuli

Na to się żyje
Nawet do trzydziestu
Oddechów na minutę

Trzeba tylko jeść
Węglowodany witaminę C
Pić jedynie w wypadku ludzi
Wartych ostatniego kieliszka
Do dna trzewi
I spać
Tuż po tym jak sufit przytrzaśnie powieki
Dobrą pointą
Wiersza o długim terminie przydatności

Proszę też pamiętać o szaliku
Chłodno dzisiaj

I jakoś pójdzie...
Nawet jeśli tylko na spacer
Wąską alejką roztargnienia

Poetycka niespodzianka


Dzisiaj dostałam prezent od Marka Piechockiego, za co serdecznie dziękuję.
Wybrałam sobie na razie dwa wiersze, które tutaj zamieszczę (mam nadzieję, że autor nie ma nic przeciwko temu), abyście także mogli poczytać. Takie podzielenie się słowem. Powtarzając za Szymborską, że ludzi, którzy lubią poezję będzie ze dwie na tysiąc, to należy te dwie szczególnie chronić. A Marek Piechocki poezję kocha. To widać.
***
30.
(miejska)

Przesiaduje teraz na ławeczce pod blokiem
/nigdy nie miał na to czasu/

Mówi mi że bardzo słabo widzi

Sięga do koszyczka z truskawkami
wybiera je długimi jak u pianisty palcami

Wychudzona dłoń ramię
koszulka jakby o dwa rozmiary za duża

Mówi mi o szpitalu
że to tylko czasowa zmiana metabolizmu
wypisany do domu ma dużo jeść

Rozmawiałem z jego synem
wie o rokowaniu
- "tak, do sześciu miesięcy, proszę pana"

***

A ja
w szukaniu ciągle

Wyostrzam zmysły
podwajam czujność

Porannie nie pojawia się
ona
ze snów

Nie zapala dnia

***
JESZCZE ŻYJEMY

Jedni odmierzają życie starannie

Inni są jak ptaki

A poeci?

Ważą słowa nadają im odmienny
niż w bytowaniu sens

Tak więc wzlatują

Jak ćmy

***

ROŚLINA

Jeszcze nic nie wiem o bólu

...i o czasie
kiedy w czlowieku
żyją
tylko oczy

***
(satyr z oczami dziecka)

Jeszcze raz uwierzył
słowom opadaniu rzęs

Teraz w odwrocie
                                                                                                    Z. M. Piechocki

sobota, 14 listopada 2009

Mucha


Wiedział że kiedyś nadejdzie ten dzień
Czas się zwinął jak kłębek włóczki
Który Matka trzymała w koszyku pod łóżkiem

Matka miała szczęście
Umarła młodo
Nawet wspomnienia po niej nie posiwiały

A on właśnie dzisiaj
Przez uchylone Drzwi
Usłyszał że jego ciało powoli odłącza się
Od kroplówki zwanej wolą życia

Nie słyszał nic więcej
Poza haustem fali dobijającej do brzegu

Na dziurawej tratwie pamięci odpływały
Ciepły dźwięk rozkrajanego chleba
Widok z okna na drugim piętrze
Zimne muśnięcie podłogi po przebudzeniu

Od teraz
Wolno mu wymawiać słowo nigdy
I żaden palec nie pogrozi drwiąco
W geście sprzeciwu

Wszystko co widział
To mucha krążąca wokół szpitalnej lampy

Jej zagubienie
Jego pewność
Mijały się po torach źrenic
Jak pociągi  na przeciwległych stacjach

piątek, 13 listopada 2009

Feliks (część dziewiąta)


No i się doigrałem. Zostałem sam w swoje imieniny. To co prawda było tydzień temu, ale do dzisiaj nie umiem dojść do siebie. Nie żebym był zwolennikiem wszystkich świąt, a już takich dziwnych jak posiadanie imienia to na pewno nie. W końcu co tu świętować - imię po prostu jest i tyle, bez żadnych moich zasług w tym kierunku. Ale jeśli już pan mi takie nadał, to przynajmniej powinien się mną zainteresować w takim dniu. A tu cisza. Nawet nowej pani nie było, bo wyjechała. Dzień wcześniej siedziała do późna, coś chowała, coś nosiła, a na następny dzień, wczesnym świtem, obudziła mnie lampa skierowana prosto na moje zaspane oczy. Pani się z nami pożegnała, to jest ze mną i pozostałymi lokatorami, i tyle ją widzieliśmy. Została po niej tylko cisza i zapomniany kubek na biurku. Dziwny głos zza ściany mi doniósł, że świętujemy imieniny Feliksa i wtedy nie wiem czemu, ale zrobiło mi się smutno. Jak ludzie obchodzą jakąś uroczystość, to zawsze jest ich dużo i się cieszą. A mi naprawdę nie było do śmiechu. Jak zwykle coś zjadłem, pochodziłem po pokoju, wleciałem na parapet, bo stamtąd widać naprawdę dużo i lubię tam siedzieć, i sobie patrzeć na świat, panią i swój pokój. Odwiedziłem szczury, ale one mnie nie rozumieją, zupełnie inaczej mówimy, a właściwie to ja mówię, a one milczą. Chyba wolą spokój. Te małe ptaszki też niewiele mi pomogły bo same nie znają swoich imion, a o imieninach to nigdy nie słyszały, więc nie wiedziały za czym tak naprawdę tęsknię. I tak zleciał mi dzień, jak każdy, zwyczajnie. A ja tak marzyłem o niezwyczajności, żeby się coś wydarzyło, żeby było inaczej. Wyobrażałem sobie też prezenty. Nie, nie dlatego, że jestem interesowny. Nie jestem. Ale zastanawiałem się co by mi kupiła nowa pani, gdyby pamiętała o moim święcie. Jakimi uczuciami mnie darzy i co według niej by do mnie pasowało...Sam uważam, że prezenty dużo milej dawać, niż dostawać, niespodziewanie i bez oczekiwania wzajemności. Tak, dopiero to jest prezent prawdziwy. Już nawet wymyśliłem co podaruję nowej pani - w jeden dzień nie nabrudzę, przynajmniej się postaram. Wiem, że to ją zdziwi i ucieszy i o to chodzi w niespodziankach, o małe rzeczy, które wywołają uśmiech.

środa, 11 listopada 2009

Linoskoczek


Wie dokładnie dokąd zmierza
Był tam wiele razy

Nie patrzeć w dół
Bo tam ludzie
Kobieta spotkana po latach w Media Markt
Przyjaciel o włos
Miłość dryfująca na brzytwie

Na szczęście w porę odwrócił głowę
Uratowało go spojrzenie wzwyż
Ku Gwieździe Polarnej

Nigdy więcej
Nie patrzeć w dół
Tam nie ma Wiliama Blake'a
I jeśli zapada zmierzch
To najtańszy

Jak wiele należy przegrać
By wygrać remis
Zwany świętym spokojem

Trzeba bardzo uważać
Żeby nie runąć w przepaść
Otwartych ramion

wtorek, 10 listopada 2009

"Piosenki z teatru" - Janda prywatnie


Pozwolę sobie na chwilę refleksji nad wczorajszym spotkaniem z Krystyną Jandą*. Spotkaniem niecodziennym, bo byłam na recitalu - "Piosenki z teatru". Właśnie, samo określenie tego występu sprawia trudność, bo recital to za mało, z kolei spektakl, monodram też nie do końca oddają klimat tego przedsięwzięcia. Na pewno jest to coś pomiędzy, pomiędzy grą aktorską, a intymnym przesłaniem. Agnieszka Osiecka powiedziała kiedyś o Jandzie, iż "jest w niej doskonała mieszanina sztuczności i autentyczności" i to połączenie sprawia, że nie można oddzielić tutaj sfery prywatnej od roli, bo Janda podobno gra nawet wtedy, gdy stoi na przystanku. Tym bardziej, że wszystkie wykonywane utwory były nierozerwalnie związane z bohaterkami przedstawień, z których pochodzą. Wieczór był zatem bardzo intymny, kobiecy i panoramiczny, bowiem ukazywał różne odsłony kobiecości. Począwszy od Elki, bohaterki "Białej bluzki" Agnieszki Osieckiej, która toczy walkę z tym jaka jest, a jaką by być chciała i często po powrocie z nocnego baru, rozmawia ze swoim uporządkowanym odbiciem. Przez Monikę z "Kobiety zawiedzionej" Simone de Beauvoir, która przechodzi różne etapy radzenia sobie ze zdradą męża - od próby przeczekania, po tęsknotę, rozpacz i pogodzenie się z sytuacją. W obu przypadkach i Elki i Moniki mężczyźni byli papierkami lakmusowymi ich uczuć i osobowości, natomiast na pewno Beauvoir sięga głębiej w kobiecą emocjonalność i istotę. I w końcu ekscentryczna Marlena Dietrich, która bawiła się mężczyznami jak cygaretką w dłoni. Wszystkie role trudne i świetnie odegrane, mimo iż cały czas pamiętamy o prywatności przesłania.
Recital rozpoczął się od od krótkiego wstępu o realizacji przedstawienia (taka opowieść poprzedzała każdą część), po którym nastąpiło "Tak się urodzić" Osieckiej znane szerzej jako "Sama chciała". Następnie publiczność mogła usłyszeć "Wariatka tańczy", "Widzisz mała" oraz piosenkę, która nie weszła do "Białej bluzki", gdyż powstała później - "Na zakręcie". To, co nie podobało mi się w tej serii, to statyczne wykonanie "Wariatki". Janda przez cały spektakl siedziała i o ile w innych utworach to nie raziło, to ekspresyjność tego tekstu moim zdaniem wymagałaby przyjęcia chociażby pozycji stojącej. "Wariatka" to jeden z lepszych tekstów autorki "Szpetnych czterdziestoletnich", bo zakłada wiele dróg interpretacyjnych - ośmieszenie, suchą relację lub właśnie zrozumienie odrzucenia, co poczyniła w swoim wykonaniu Janda. Ta wersja zawsze mnie zwala z nóg, tylko dodałabym właśnie trochę ruchu. Poza tym czasami zostają zmienione słowa na inne, niż w wersjach oryginalnych. Tak się stało ze słowem "rozlubić" na "rozkochać" w "Tak się urodzić", moim zdaniem na niekorzyść, bo "rozlubić" jest bardziej dyskretne, niedomówione i ładniej śpiewa.
W drugiej serii  mogliśmy usłyszeć polskie tłumaczenia piosenek francuskich w przekładach Wojciecha Młynarskiego i Jeremiego Przybory. Począwszy od nastrojowego "Szabadabada", dynamicznego "Moje życie, twoje życie", lirycznego "Jak to było?" i groteskowego "To jest to" po spokojne "Jeśli ty nie istniałbyś", "Parasolki z Cherbourga", kończąc refleksyjnie na "Jak ten śnieg pada", którego pointa - "nie ma śladu po śladach" była przygotowaniem do optymistycznego "Jest fantastycznie". Dramaturgia tej części również osiadała lekko na scenie, jak śnieg. I w końcu "Marlena" wyśpiewana z lekkim przymrużeniem oka, nutą groteski i uśmiechem w "Ach, blond maleństwo", "Johnny" oraz tekście "Najbardziej leniwa dziewczyna w mieście", przetłumaczonym przez Wojciecha Młynarskiego w dziesięć minut. Ten tekst zakończył recital, ale, że publiczność wywołała aktorkę ponownie na scenę, to dane było nam jeszcze usłyszeć "Jesienne liście".
Krystyna Janda to klasa sama w sobie, co podkreślały jej interpretacje, wypowiedzi oraz strój - klasyczny, czarny. I mimo, że sama wspomniała, iż wybierając gwiazdę piosenki światowej, którą chce zagrać, gdzie oprócz Marleny brała pod uwagę chociażby Edith Piaf czy Juliette Greco, chciała uciec od klasyki i marudzenia ze sceny, to w jakimś stopniu sama się w tę klasykę wpisała. I to w najlepszym stylu. I chociaż nie lubię słowa wykwintny, bo kojarzy mi się z "elitą", której na dodatek obecnie już nigdzie nie ma, to ten spektakl właśnie był taki - "wykwintny", wyważony, po prostu dobry.
___________________________
* Spektakl "Piosenki z teatru" w wykonaniu Krystyny Jandy, miał miejsce 09.11 w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu
fot. www.teatrkochanowskiego.art.pl

niedziela, 8 listopada 2009

Kraków


          Agatce, wspominając...

Miasto leniwie opada na mgłę
Jeszcze przed chwilą go nie było

Zaspana karawana dorożek
Czeka na zakochanych i dzieci
Tato na pewno zapłaci
Za pierwszy Kraków w roześmianych oczach

Hejnalista macha do turystów
Górnym C

Kobieta chowa w płaszczu z gołębi
Wczorajszą bułkę
Za kilkanaście okruchów
Odejdzie w ciemną szczelinę ulicy
Rozciąga zatem czas jakby miąższ był świeży
Jeszcze ciepły

Kolorowy tłum
Jak chorągiewki w lunaparku
Łokciami rozpycha się śmiech

- Jeśli raz zgubisz to miasto
Nigdy go nie znajdziesz zapamiętaj-
Słyszę w tramwaju

Zza szyby w galerii
Mrugają kamienie zaklęte w biedronki

sobota, 7 listopada 2009

Literacki Blog Roku 2009

Tym razem się nie udało, ale bardzo dziękuję Wszystkim za oddane głosy.
Szczerze mówiąc uczucia mam mieszane, bo z jednej strony się cieszę z powodu wyróżnienia przyznanego dla bloga "Emeryt polski",
którego i ja obserwuję z miłą chęcią, natomiast wielkim niedocenionym w mojej opinii jest blog Marcina - "garść drobnych".
Wiem, że nie pisze się dla nagród, ale jednak pozostaje niedosyt.
Wśród nagrodzonych i wyróżnionych były blogi:
"Horror story"
(wyróżnienie)
"Ona&Ona"
(drugie miejsce)
"Ludzie w metrze"
(pierwsze miejsce, tytuł Literackiego Bloga Roku 2009)
Blog Jarosława Czechowicza
(wyróżnienie)
Wiem, że jeszcze były przyznane dwa wyróżnienia, ale nie posiadam dokładnych informacji co do autorów, ani tytułów blogów.
Tyle pamiętam, natomiast Wszystkim serdecznie gratuluję, jak znajdę pełną i rzetelną listę, to od razu uzupełnię.