niedziela, 22 listopada 2009

Odnalezione...

Właśnie znalazłam swoje wiersze z liceum. Sama jestem zdziwiona jak długo nie pisałam - dziewięć lat. Jak widać, można bez tego żyć, ale prawda jest taka, że jak się człowiek od czegoś odwróci, to potem trudno zacząć od nowa.
Wiersze różne, przeważnie naszpikowane tym, czego poezja nie lubi czyli wielkimi słowami (bo tak najłatwiej napisać "cierpienie", a nie opisać w taki sposób, żeby to cierpienie ukazać i jeszcze całkiem inaczej niż opisywano dotąd) i potwornym smutkiem. Naprawdę nie znalazłam ani jednego optymistycznego utworu...Natomiast po głębszej refleksji, doszłam do wniosku, że zmieniło się tak naprawdę niewiele - teraz nie datuję tego, co piszę i używam wielkich liter, poza tym cała ta wrażliwość...wciąż ta sama.
Zamieszczam tu dwa teksty, obydwa z roku 1997.

***
             Agnieszce Osieckiej

Agnieszko, jak widzisz, miewamy się dobrze.
Świat dookoła tylko woła: brać!
Ludzie z dnia na dzień są coraz młodsi,
dzięki liftingom z witaminą A.
Wciąż nowe twarze i miejsca na mapach,
granice zwęża i rozszerza czas.
Rosną liście, opadają liście w sadach,
a naszej pamięci znów ubyło lat.

Zwykłe szczęście lata nisko i niżej,
niczym ugodzony w skrzydło rajski ptak.
My naprzeciw - coraz szybciej i bliżej,
spod nóg podnosimy zakurzony wrak.

Agnieszko, my teraz szybciej żyjemy,
a głosy nasze to nic więcej niż szept.
Jak w bajce wesołe i szatnie i sceny
I to wino co w barze przemienia się w krew.
To nic, że niedługo dopalą się gwiazdy
i zdejmą nas z warty w najpiękniejszym z dni.
My świat przepływamy bez prawa jazdy,
tylko za zakrętem nie czeka już nikt.

           ***
kiedyś
poeci mieli wełniste obłoki
szeroko rozpięte skrzydła
i narody które mieściły się
w zaciśniętej dłoni

w pofałdowanych kołnierzach
dobrze skrojonych frakach
cierpieli za miliony
pochylając się nad słabo oświetlonym
biurkiem

poeta współczesny
to ten który
w pomiętych spodniach
przechodzi pospiesznie przez ulicę
w bramie zapala papierosa
szukając po kieszeniach
synonimu słowa
świat

na własność posiada jedynie
codzienny skurcz serca
i słowo trzymające się jeszcze
końca języka

9 komentarzy:

Holden Caulfield pisze...

... JA miałem lata wysuszenia, ale zawsze (sic!) chociaż jeden wiersz w roku napisałem i tak trwa 24 lata...

czytelnik rzeczywistości pisze...

Pierwszy wiersz to właściwie gotowy tekst piosenki.

paczula pisze...

Też pisałam i też były smutne. Leżą schowane głęboko w pudełku wraz z dziesięcioma dziennikami, które z czasem zamieniły się w pamiętniki. Twoje z liceum dojrzały, rozwinęły skrzydła. Dobrze się stało. Ja traktowałam to jak terapię i od początku mi się nie podobały. Zdecydowanie lepiej wychodzi mi mówienie-przemawianie, niż pisanie(dlatego m.in. mało piszę w "pachnie"). Kiedyś jeszcze z mikrofonem w ręce..Hmm nastroiłaś mnie tak, że chyba wrócę do tego. Przypomniałaś dawne szczęście. Dzięki!! :))

Anonimowy pisze...

"Pierwszy wiersz to właściwie gotowy tekst piosenki".
Też tak uważam!
W 1997 napisałem swój pierwszy (nie licząc tych w szkole średniej, (którą cudem ukończyłem dzięki Pani Od Polskiego) na jakieś tam akademie, szkolne kabareciki)- w porównaniu do Twoich to nędza kompletna - zresztą nic na papierze się nie ostało, może jeden taki bardzo miłosny że ho!ho!gdzieś tam jako zakładka w książce rezyduje...

Isle of Mine pisze...

Ten o poecie szczególnie mi się podoba.
I też zauważyłam, że nadal jest we mnie ta sama wrażliwość, co w czasach licealnych. Spowazniałam, trochę może zmądrzałam, ale w głębi... Nie wiem, czy to dobrze :-)

Latarnik pisze...

Jak na licealne wiersze, to całkiem dojrzałe, Małgorzato :)

Pierwszy faktycznie jest piosenką, tylko muzykę dopisać!
A drugi - poeci faktycznie teraz inni... :)

Małgorzata pisze...

Holden - a ja kompletnie nic, ale kto wie może niektórzy tak mają, że piszą i nie piszą, falami...
Czytelniku - bo ja kiedyś pisałam piosenki, a teraz nic mi się nie układa do rymu:)
Paczulo - wróć koniecznie, to miły sposób na wieczór.
Marku - ale ja też wybrałam, u mnie sporo to też nędza. Każdy czas ma swoje prawa :)
Isle - dobrze, bardzo dobrze.
Trzeba ocalać to, co w nas piękne.
Latarniku - dziękuję, ale tak jak mówię, wybrałam co lepsze:)
Pozdrowienia!

Emma pisze...

zazdroszczę Ci tych zeszytów. ja też jakieś mam, ale sama proza, a konkretnie roztrząsanie nieszcząśliwych miłości i niewiele więcej ;-))

Kopacz pisze...

:)