Pozwolę sobie na chwilę refleksji nad wczorajszym spotkaniem z Krystyną Jandą*. Spotkaniem niecodziennym, bo byłam na recitalu - "Piosenki z teatru". Właśnie, samo określenie tego występu sprawia trudność, bo recital to za mało, z kolei spektakl, monodram też nie do końca oddają klimat tego przedsięwzięcia. Na pewno jest to coś pomiędzy, pomiędzy grą aktorską, a intymnym przesłaniem. Agnieszka Osiecka powiedziała kiedyś o Jandzie, iż "jest w niej doskonała mieszanina sztuczności i autentyczności" i to połączenie sprawia, że nie można oddzielić tutaj sfery prywatnej od roli, bo Janda podobno gra nawet wtedy, gdy stoi na przystanku. Tym bardziej, że wszystkie wykonywane utwory były nierozerwalnie związane z bohaterkami przedstawień, z których pochodzą. Wieczór był zatem bardzo intymny, kobiecy i panoramiczny, bowiem ukazywał różne odsłony kobiecości. Począwszy od Elki, bohaterki "Białej bluzki" Agnieszki Osieckiej, która toczy walkę z tym jaka jest, a jaką by być chciała i często po powrocie z nocnego baru, rozmawia ze swoim uporządkowanym odbiciem. Przez Monikę z "Kobiety zawiedzionej" Simone de Beauvoir, która przechodzi różne etapy radzenia sobie ze zdradą męża - od próby przeczekania, po tęsknotę, rozpacz i pogodzenie się z sytuacją. W obu przypadkach i Elki i Moniki mężczyźni byli papierkami lakmusowymi ich uczuć i osobowości, natomiast na pewno Beauvoir sięga głębiej w kobiecą emocjonalność i istotę. I w końcu ekscentryczna Marlena Dietrich, która bawiła się mężczyznami jak cygaretką w dłoni. Wszystkie role trudne i świetnie odegrane, mimo iż cały czas pamiętamy o prywatności przesłania.
Recital rozpoczął się od od krótkiego wstępu o realizacji przedstawienia (taka opowieść poprzedzała każdą część), po którym nastąpiło "Tak się urodzić" Osieckiej znane szerzej jako "Sama chciała". Następnie publiczność mogła usłyszeć "Wariatka tańczy", "Widzisz mała" oraz piosenkę, która nie weszła do "Białej bluzki", gdyż powstała później - "Na zakręcie". To, co nie podobało mi się w tej serii, to statyczne wykonanie "Wariatki". Janda przez cały spektakl siedziała i o ile w innych utworach to nie raziło, to ekspresyjność tego tekstu moim zdaniem wymagałaby przyjęcia chociażby pozycji stojącej. "Wariatka" to jeden z lepszych tekstów autorki "Szpetnych czterdziestoletnich", bo zakłada wiele dróg interpretacyjnych - ośmieszenie, suchą relację lub właśnie zrozumienie odrzucenia, co poczyniła w swoim wykonaniu Janda. Ta wersja zawsze mnie zwala z nóg, tylko dodałabym właśnie trochę ruchu. Poza tym czasami zostają zmienione słowa na inne, niż w wersjach oryginalnych. Tak się stało ze słowem "rozlubić" na "rozkochać" w "Tak się urodzić", moim zdaniem na niekorzyść, bo "rozlubić" jest bardziej dyskretne, niedomówione i ładniej śpiewa.
W drugiej serii mogliśmy usłyszeć polskie tłumaczenia piosenek francuskich w przekładach Wojciecha Młynarskiego i Jeremiego Przybory. Począwszy od nastrojowego "Szabadabada", dynamicznego "Moje życie, twoje życie", lirycznego "Jak to było?" i groteskowego "To jest to" po spokojne "Jeśli ty nie istniałbyś", "Parasolki z Cherbourga", kończąc refleksyjnie na "Jak ten śnieg pada", którego pointa - "nie ma śladu po śladach" była przygotowaniem do optymistycznego "Jest fantastycznie". Dramaturgia tej części również osiadała lekko na scenie, jak śnieg. I w końcu "Marlena" wyśpiewana z lekkim przymrużeniem oka, nutą groteski i uśmiechem w "Ach, blond maleństwo", "Johnny" oraz tekście "Najbardziej leniwa dziewczyna w mieście", przetłumaczonym przez Wojciecha Młynarskiego w dziesięć minut. Ten tekst zakończył recital, ale, że publiczność wywołała aktorkę ponownie na scenę, to dane było nam jeszcze usłyszeć "Jesienne liście".
Krystyna Janda to klasa sama w sobie, co podkreślały jej interpretacje, wypowiedzi oraz strój - klasyczny, czarny. I mimo, że sama wspomniała, iż wybierając gwiazdę piosenki światowej, którą chce zagrać, gdzie oprócz Marleny brała pod uwagę chociażby Edith Piaf czy Juliette Greco, chciała uciec od klasyki i marudzenia ze sceny, to w jakimś stopniu sama się w tę klasykę wpisała. I to w najlepszym stylu. I chociaż nie lubię słowa wykwintny, bo kojarzy mi się z "elitą", której na dodatek obecnie już nigdzie nie ma, to ten spektakl właśnie był taki - "wykwintny", wyważony, po prostu dobry.
___________________________
* Spektakl "Piosenki z teatru" w wykonaniu Krystyny Jandy, miał miejsce 09.11 w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu
fot. www.teatrkochanowskiego.art.pl
wszelkie skojarzenia - zdarzeń, miejsc, osób - z rzeczywistymi, są jak najbardziej uzasadnione
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie/Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie/Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 listopada 2009
czwartek, 8 października 2009
Pamięć Herty Muller
Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury przyznano dzisiaj Hercie Muller.
"Myślę, że Komitet Noblowski, podkreślając bezpośredniość jej prozy, miał na myśli niezwykłą precyzję w operowaniu szczegółem. Poprzez detal Herta Müller stara się maksymalnie zbliżyć do rzeczywistości. Z poszarpanych, porwanych szczegółów układa świat - taki, jakim go postrzegamy. Zachwyca mnie, jak używa języka. Z jednej strony jest on przepiękny, niezwykle obrazowy, z drugiej - potrafi głęboko zranić. Dotyka do żywego, nie służy opisowi, dosłownie wywołuje emocje. Ale w jej pisarstwie zawarta jest także zimna, klarowna analiza."
/Katarzyna Leszczyńska/
***
Kiedy Paul pyta mnie o mojego pierwszego męża mówię:
- Wszystko zapomniałam, nic nie pamiętam.
Myślę, że mam więcej tajemnic przed Paulem niż on przede mną. Lilli powiedziała mi kiedyś, że tajemnice nie znikają, gdy się je opowie; to, co można opowiedzieć, stanowi tylko powłokę nie sedno. Może jedynie przy niej, jeżeli niczego nie przemilczam, jestem blisko sedna.
/Dziś wolałabym siebie nie spotkać/
Lubię takie pisanie - trudne i dosadne, nie oszczędzające ani czytelnika, ani samego siebie.
Zawsze też rozczula mnie tytuł "Sercątko".
"Myślę, że Komitet Noblowski, podkreślając bezpośredniość jej prozy, miał na myśli niezwykłą precyzję w operowaniu szczegółem. Poprzez detal Herta Müller stara się maksymalnie zbliżyć do rzeczywistości. Z poszarpanych, porwanych szczegółów układa świat - taki, jakim go postrzegamy. Zachwyca mnie, jak używa języka. Z jednej strony jest on przepiękny, niezwykle obrazowy, z drugiej - potrafi głęboko zranić. Dotyka do żywego, nie służy opisowi, dosłownie wywołuje emocje. Ale w jej pisarstwie zawarta jest także zimna, klarowna analiza."
/Katarzyna Leszczyńska/
***
Kiedy Paul pyta mnie o mojego pierwszego męża mówię:
- Wszystko zapomniałam, nic nie pamiętam.
Myślę, że mam więcej tajemnic przed Paulem niż on przede mną. Lilli powiedziała mi kiedyś, że tajemnice nie znikają, gdy się je opowie; to, co można opowiedzieć, stanowi tylko powłokę nie sedno. Może jedynie przy niej, jeżeli niczego nie przemilczam, jestem blisko sedna.
/Dziś wolałabym siebie nie spotkać/
Lubię takie pisanie - trudne i dosadne, nie oszczędzające ani czytelnika, ani samego siebie.
Zawsze też rozczula mnie tytuł "Sercątko".
niedziela, 4 października 2009
"Mamy poetę"
Literacka Nagroda Nike 2009
Eugeniusz Tkaczyszyn - Dycki
Eugeniusz Tkaczyszyn - Dycki
opowiem ci o śmierci w moim niedoskonałym języku znanym z niedoskonałości ale zanim opowiem ci o śmierci jak to już robiłem dla wielu przed tobą musisz mnie nazwać stosownie i zapamiętać moje imię po dzień w którym zacznie się ściemniać nad wszystkim czego się dotknąłeś i wyzbyłeś raz na zawsze wtedy opowiem ci o śmierci wtedy opowiem ci głównie o sobie nie zaczynaj z nikim przyjaźni kto nie umie dawać w sytuacji bez wyjścia
/Piosenka o sytuacji bez wyjścia/
Za te dwa ostatnie wersy należą się wszystkie nagrody świata.
piątek, 25 września 2009
"Melancholia Człowieka Północy"
W taki sposób o melancholii potrafi mówić i pisać tylko Paweł Huelle*. Melancholii, która wynurza się z chłodnego Bałtyku i wraz z niskim pułapem chmur osiada nad miastem osiem miesięcy w roku. Można ją nazwać również pragnieniem Południa.Kwintesencją tego stanu jest zbiór opowiadań "Opowieści chłodnego morza", historie pełne odpływów i przypływów fal, łagodny taniec między epokami, ludźmi stąd i stamtąd, niesamowitymi zdarzeniami. Po przeczytaniu pozostaje powiew chłodu na skórze, smak morskiej soli w ustach oraz tajemnica niesiona przez niezwykłych przybyszów lub całkiem zwyczajnych ludzi.
Myślę, że do pisania jest niezbędna melancholia, bo zawsze za czymś się tęskni. Ludzie z Północy marzą o Południu, ci drudzy pragną morza, a jeszcze inni - miejsc łączących i jedno i drugie. Melancholia pisarza i melancholia bohatera, która pozawala nam zanurzać się w niego i odkrywać te pragnienia czasami ukryte tak głęboko, że aż dla niego samego obce.
Dlatego właśnie lubię pisać.
________________________________
* spotkanie z Pawłem Huelle odbyło się 24.09 w Bibliotece Pedagogicznej w Opolu.
sobota, 19 września 2009
Gimnastyka wyobraźni Ewy Lipskiej*
Mam jakiś szczególny sentyment do Ewy Lipskiej. Może dlatego, że pierwsze poważne zetknięcie z Jej poezją odbyło się całkiem niepoważnie, czyli przez piosenkę G. Turnaua. Później przyszła fascynacja tym słowem w interpretacjach Anny Szałapak i genialnej szlifierce frazy - Ewy Błaszczyk. Zwłaszcza "Szyby" żyją we mnie mocno i ten pociąg sie przetacza przez najczulsze szyny nerwów.
Wczoraj udało mi się zapytać poetkę o to jak osobie, która pisze bardzo ascetycznie, gdzie każde słowo jest wyważone i zawiera skondensowane do granic możliwości znaczenia, pisze się piosenki. Wszak ta forma wypowiedzi jest ukształtowana przez rym, rytm, powtarzalność zwrotów, czyli w jakiś sposób trzeba się dopasować. I Lipska odpowiedziała, że praca nad piosenką to przyjemność, bo taki tekst niesie za sobą inny kaliber intelektualny, a poza tym stanowi świetną g i m n a s t y k ę w y o b r a ź n i. To określenie bardzo mi się spodobało, gdyż jest chyba najkrótszą i najbardziej trafną definicją piosenki.
Równie dobre wrażenie wywarła na mnie deklaracja, co do tematów na nowe wiersze - inspiracje same mnie szukają. To świadczy jak najlepiej o twórcy, bo świat ciągle go zaskakuje, dostarcza nowych wrażeń i daje nadzieję na przynajmniej jedną, dobrą książkę w przyszłości. Chociaż nie ukrywam, że chciałabym jak najwięcej tych inspirujących i najlepszych.
Warsztat poetki jest tak prosty jak Jej twórczość - notatki i praca nad tekstem, co nieustannie daje do zrozumienia, iż sam talent nie wystarczy. Nawet jak jest, to i tak musi być potwierdzany ogromnym wysiłkiem i akceptacją samego autora.
No i ta uparta chęć pisania, mimo słów:
Nie opłaca się inwestować w poezję.
Liczy się krzem, złoto, może jeszcze nieruchomości...
/ Szpak/**
Czekam na kolejną wizytę Ewy Lipskiej w Opolu 03.11.
___________________
* spotkanie z Ewą Lipską odbyło się 17.09 w WBP w Opolu
** wiersz najnowszy, niepublikowany
Subskrybuj:
Posty (Atom)

