Do naszej biblioteki regularnie przychodzi mężczyzna, który wzbudza w moich koleżankach mieszane uczucia - od obojętności po strach a nawet grozę. Ów fakt jest spowodowany tym, iż człowiek jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo czy się uśmiechnie, czy obrzuci wyzwiskami. Podobno się leczy.
Gość faktycznie wygląda na zamkniętego w swoim prywatnym świecie. Chodzi wyprostowany, zamaszystym krokiem z rękami w kieszeniach. Na jego twarzy (surowa, meksykańska uroda) zawsze gości lekceważący uśmiech, który czasami przechodzi w szczery śmiech do samego siebie.
Na mnie osobiście nie wywiera złego wrażenia, bardziej mnie intryguje. Podejrzewam, że uważa się za artystę, a w każdym razie za człowieka wygranego. Być może dzięki systematycznie czytanym pozycjom Hegla, Nietzschego czy Stendhala sądzi, iż posiadł wiedzę niedostępną każdemu, stąd ta wyniosłość. A może jest radykalistą i przeciętność go nudzi, dlatego ta poza i nieustanne zmaganie się z samym sobą, bo od codzienności nikt nie ucieknie.
W każdym razie dzisiaj, w czasie jego obecności, przez uchylone okno wpadł motyl. Ten człowiek był jedyną osobą, która to zauważyła i natychmiast podjęła akcję złapania zwierzątka. Przypatrywałam się temu z niemałym zdziwieniem, gdyż upór w przekonaniu o słuszności takiego postępowania oraz delikatność schwytania i wypuszczenia owada na zewnątrz uświadomiła mi, iż tak może postąpić tylko ktoś podskórnie dobry. Albo była to chwila zapomnienia, zagubienia się w roli ignoranta i mimowolne odsłonięcie swojej wrażliwości.
Elf powiedziała, że tak bywa, iż ktoś, kto nie potrafi dogadać się z ludźmi, wypełnia naturalną potrzebę kontaktu sympatią do zwierząt. Pewnie Elf nawet o tym nie wie, ale jest bardzo prawdopodobne, że tym spostrzeżeniem dotknęła sedna i może całkiem przypadkiem znalazła klucz do Człowieka Który Złapał Motyla.



