sobota, 5 września 2009

Dziewczyna Bez Zapałek

(zdjęcie: http://www.poema.art.pl)

Znam ją od paru miesięcy. I chociaż jest dojrzałą kobietą, ma w sobie bardzo dużo ocalonej dziewczęcości, która nie pozwala mi myśleć o Niej inaczej niż o dziewczynie właśnie.
Zawsze jak kogoś poznaję to staram się dopasować do danego człowieka jedną cechę, bądź jedno słowo wokół którego potem może rozwinąć mi się opowieść. W przypadku Dziewczyny Bez Zapałek, była to samotność. Są ludzie którzy godzą się z takim stanem rzeczy, chociaż niewątpliwie przychodzi to z trudem i z czasem; inni nie godzą się, ale z braku wyjścia akceptują zaistniałą sytuację, pozostali nie godzą się wcale. Dziewczyna z całą pewnością należy do tych ostatnich. I ta permanentna samotność przekłada się na stałe uczucie smutku, które w chwilach zapomnienia jest przerywane rozmowami na temat ulubionych książek czy zobaczonych miejsc, co na moment odwraca uwagę i nawet wywołuje uśmiech. Ale powierzchowna radość trwa chwilę, potem trzeba jakoś przetrwać do kolejnej. Sposobem na odsuwanie od siebie natrętnych myśli stała się praca, która zajmuje prawie cały czas, a przynajmniej należy sie starać, aby tak było. Takie zapętlenie w codzienności, spowodowało, iż Dziewczyna nie wie dokąd biegnie, ale wie, że biec musi, bo jak się zatrzyma to dopadnie Ją Złe i znów oczy się zaszklą mimochodem.
A oczy ma niesamowite, bardzo ciepłe, które w ciągu paru sekund mogą się zmienić w bryłę lodu. Jakby utkwił w nich kawałek szkła Królowej Śniegu i na przemian topniał i tężał. Słońce odbite w lodowcu.
Ona też należy do tego odłamu nieustających wędrowców, zresztą należymy do niego wszyscy, bo zawsze się znajdzie powód do ucieczki od siebie.
Chciałabym, aby pewnego wieczora pochylił się nad Nią Angus - celtycki bóg snów i swoim zwyczajem urzeczywistnił dowolny sen, a jestem pewna, iż w każdym pojawia się On. Wysoki, przystojny, bliski, daleki, bez twarzy, w płaszczu, półcieniu lub w pełni lata. Jakiś i niosący nadzieję, że jutrzejszy dzień zakwitnie inaczej. I oby po przebudzeniu On nie zniknął i już zawsze był.

9 komentarzy:

marcinsen pisze...

Jesteś pierwszą osobą, którą znam, która wie kto to jest Angus:)
Piękny post.
Ostatni akapit brzmiał najbardziej.

Małgorzata pisze...

Kiedyś ujęła mnie książka McCall'a Smith'a "Angus od snów". Przepłynęła przeze mnie jak najpiękniejsza baśń. Pozdrowienia!

Holden Caulfield pisze...

pięknie opowiedziane pragnienie nadziei :)

Latarnik pisze...

Świetnie napisane. Od Ciebie dowiaduję się kim jest Angus :)

Małgorzata pisze...

Dziękuję Wam bardzo i naprawdę polecam książkę "Angus od snów". Pozycja na jeden wieczór, a dużo wnosi pozytywnego.

Zeruya pisze...

Zawsze znajdzie się powód do ucieczki od siebie ... oj tak.
Dobrze, że wracamy.
I dobrze opisane :)

Anonimowy pisze...

Ja też nie wiedziałem kim jest Angus,teraz już wiem i za to Ci dzieki.W ogóle z nadrabianiem zaległości książkowych u mnie kiepsko,ale zapamiętam.DS

Małgorzata pisze...

Ja też czytam w miarę możliwości, ale staram się, bo lubię. Teraz zaczęłam książkę "Kochankowie mojej matki" Ch. Hope'a. Zapowiada się nieźle.

Kajkop pisze...

Po prostu piękne.