Wybywam na Śląsk.
Jadę do Przyjaciółki, porozmawiać, pośmiać się, pobyć.
Życzę Wam Wszyskim spokojnego i udanego weekendu.
Do niedzieli!
wszelkie skojarzenia - zdarzeń, miejsc, osób - z rzeczywistymi, są jak najbardziej uzasadnione
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozproszone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozproszone. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 stycznia 2010
czwartek, 31 grudnia 2009
Życzenia Noworoczne
...zwykle są bardziej obfite, niż ten Nowy Rok może unieść, ale przede wszystkim chciałam Wam Wszystkim, odwiedzającym moją skromną stronę, podziękować za Stary Rok, który jak śpiewał Seweryn Krajewski, był po prostu rokiem dobrym. Wiele się wydarzyło, pojawiło się parę ciekawych osób w moim życiu, a za sprawą jednej nawet powróciłam do zapomnianego bloga i jestem tutaj do dzisiaj. Wam dziękuję szczególnie, za obecność, ciepłe słowa i potwierdzenie tym samym, że to co robię ma sens, nie tylko dla mnie. Natomiast w tym, owianym jeszcze tajemnicą, Nowym Roku życzę Wam satysfakcji z tego, co robicie, realizacji własnych pasji, dzięki którym powstają świetne teksty, które uwielbiam czytać; życzę Wam wiary w siebie, odwagi i otwartości na świat, wielu przychylnych ludzi i odporności na krytykę, której jesteśmy poddawani co dzień. Życzę radości z każdego dnia i odnalezienia własnej drogi, a tym którzy ją odkryli - najmniej zakrętów. I niech się stanie (kto wie może już jutro).
Fot. radzido, http://swiatnaszkolorowy.blox.pl
środa, 23 grudnia 2009
Życzenia
Kochani, z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, składam Wam Wszystkim (obserwującym, zaglądającym) najserdeczniejsze życzenia spokojnych, radosnych i rodzinnych chwil. Chciałabym abyście podczas ubierania choinki, przygotowywania potraw, czy chociażby najzwyklejszego spaceru - zatrzymali się i docenili to, co w Was jest najlepsze. Życzę Wam odpoczynku, nabrania sił na kolejny Nowy Rok. Życzę choinki do nieba i skrawka nieba w domu, Mikołaja, który przyjedzie saniami i nie zapomni o nikim i żeby każdy odkrył swoją Tajemnicę tego czasu. Świętujcie i cieszcie się.
Fot. www.bonapetit.pl
Fot. www.bonapetit.pl
poniedziałek, 30 listopada 2009
Elfy
Zjawiają się przypadkiem. Nie ma w nich lasu, raczej nostalgia głębokich jezior. Do złudzenia przypominają ludzi, chociaż nigdy nimi nie są. Jest w nich ucieczka lamparta i strach polnej myszy, dlatego rzadko bywają blisko. Idą szybko, można ich nie zauważyć, ale wtedy zgubisz nie tylko siebie. Częściej przynoszą w darze porwany sen, niż szczęście. Szczęściu nie ufają, bo oślepia nawet niewidomego. Dlatego właśnie chodzą ze spuszczoną głową. Nie mają skrzydeł ani zapachu, chociaż go rozsiewają. Ich skóra nie przyjmuje niczego poza samą sobą, przez co dryfująca na powierzchni woń późnych wrzosów, czy imbirowego ciasta, daje się we znaki tym bardziej. Jeśli poczujesz na twarzy chłodną woń jedwabiu, właśnie się z nimi minąłeś. To ci wystarczy, by podjąć decyzję o powrocie. Odtąd już zawsze będziesz zmierzał właściwym szlakiem, pomiędzy rozstąpionymi nawałnicami.
Obraz: Nils Bloomer
Obraz: Nils Bloomer
środa, 4 listopada 2009
"Ocean wolnego czasu - Kraków"
Wyjeżdżam na odczarowywanie Krakowa.
Może spotkam dorożkarza z dorożką zaczarowaną, to przywiozę wspomnienie.
Do poczytania w niedzielę!
Może spotkam dorożkarza z dorożką zaczarowaną, to przywiozę wspomnienie.
Do poczytania w niedzielę!
niedziela, 6 września 2009
Sen
Dzisiaj przyśnił mi się M. Sen był na tyle krótki, by zapomnieć w jakiej sytuacji się pojawił, ale wystarczająco długi, aby rozpoznać twarz. To na pewno był On i jak zawsze pozostawił po sobie miłe wspomnienie i spokojne wybudzenie. Kilka godzin później spotkałam go przy Centrum Handlowym. Nie widzieliśmy się kilka miesięcy, więc tym większe było zaskoczenie. Nic się nie zmienił, oboje chyba na tych parę minut przenieśliśmy się kilka lat wstecz, kiedy jeszcze nie istniał podział na ja i ty, a nad nami falowało jedno niebo. Każde spotkanie później było taką podróżą, która po prostu była nam potrzebna.
"Wiedziałem, że jeśli cię kiedyś spotkam, to będzie to w Karolince" - powiedział i jak zawsze miał rację. Z uwagi na to, że to była moja czwarta wizyta w tamtym rejonie, to jego słowa nabrały tajemniczego znaczenia i stały się samospełniającą przepowiednią.
Często się spotykaliśmy w tym "międzyczasie" i to zwykle przypadkiem, kiedy on zjeżdżał do kraju na urlop albo przerwę między jedną pracą a drugą. Wówczas ulice miasta zawężały się i krzyżowały na naszych drogach. M.mieszkał w Anglii, Holandii, na Islandii, być może gdzieś jeszcze. Spotykał ludzi, poznawał miejsca, pewnie coś czytał albo pisał. Ale dzisiaj to wszystko zniknęło, znów był tym zagubionym chłopakiem o przepastnych oczach, poza którym jeszcze pięć lat temu nic nie istniało.
Lubię te momenty, chociaż wiem, że tuż po nich następuje rozszczepienie się materii, każde z nas wraca do siebie, swojej pracy, przyjaciół i własnej strony świata, która już zawsze będzie przeciwnym biegunem do miejsca tego drugiego. Za jakiś czas znów się spotkamy, by się przekonać, że jeszcze jesteśmy, żyjemy i na szczęście zdrowi, i z tą wiedzą, spokojniejsi, oddalimy się nie oglądając się wstecz.
"Wiedziałem, że jeśli cię kiedyś spotkam, to będzie to w Karolince" - powiedział i jak zawsze miał rację. Z uwagi na to, że to była moja czwarta wizyta w tamtym rejonie, to jego słowa nabrały tajemniczego znaczenia i stały się samospełniającą przepowiednią.
Często się spotykaliśmy w tym "międzyczasie" i to zwykle przypadkiem, kiedy on zjeżdżał do kraju na urlop albo przerwę między jedną pracą a drugą. Wówczas ulice miasta zawężały się i krzyżowały na naszych drogach. M.mieszkał w Anglii, Holandii, na Islandii, być może gdzieś jeszcze. Spotykał ludzi, poznawał miejsca, pewnie coś czytał albo pisał. Ale dzisiaj to wszystko zniknęło, znów był tym zagubionym chłopakiem o przepastnych oczach, poza którym jeszcze pięć lat temu nic nie istniało.
Lubię te momenty, chociaż wiem, że tuż po nich następuje rozszczepienie się materii, każde z nas wraca do siebie, swojej pracy, przyjaciół i własnej strony świata, która już zawsze będzie przeciwnym biegunem do miejsca tego drugiego. Za jakiś czas znów się spotkamy, by się przekonać, że jeszcze jesteśmy, żyjemy i na szczęście zdrowi, i z tą wiedzą, spokojniejsi, oddalimy się nie oglądając się wstecz.
wtorek, 1 września 2009
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Znalezione na Allegro
"Założyłam raptem 2 razy, niestety ze względu na zamałość nie mogę nosić i muszę sprzedać". Bardzo podoba mi się słowo "zamałość" i to właśnie tak, bez cudzysłowu. Będę go używać.
Unplugged
Dzisiaj przez prawie cały dzień miałam awarię prądu. Podłączyłam się zatem do sierpnia na nasłonecznionym dogasającym latem balkonie. Lubię sierpień, lubię bycie unplugged i akustyczne połączenie z niebem przez strużkę dymu z odrzutowca.
niedziela, 16 sierpnia 2009
W lustrze
piątek, 7 sierpnia 2009
Wybywam
Na kilka dni. W góry.
Może przywiozę stamtąd opowieść.
Najważniejsze przed podróżą - wybrać muzykę, która zapełni zaledwie 256 MB i która słuchana przez siedem dni co dzień będzie ta sama i nowa zarazem. Kate Bush, Pearl Jam, Vedder (solo), Kubasińska, Rodowicz, Bem, Peter Gabriel. Brak pamięci. Pomieszanie z poplątaniem, ale to lubię najbardziej.
Dzisiejszy dzień na plus. Rozmowa z Elf załagodziła złość ale zostawiła po sobie milczenie. Nawet jeśli kłamała (na pewno kłamała), to sposób w jaki to robiła jest godny wybaczenia, ba nawet pochwały. Taktownie i elegancko, jak tylko Ona potrafi.
Dzisiaj wychodząc z pracy sprzątnęłam zwiędnięte malwy.
Od razu przypomniała mi się Osiecka i "malwy po chatach kwitną i bledną, po sześciu latach nic nie jest już tragedią". Po sześciu latach nie, ale po sześciu godzinach krew pulsuje, pamięć także.
Do usłyszenia.
Może przywiozę stamtąd opowieść.
Najważniejsze przed podróżą - wybrać muzykę, która zapełni zaledwie 256 MB i która słuchana przez siedem dni co dzień będzie ta sama i nowa zarazem. Kate Bush, Pearl Jam, Vedder (solo), Kubasińska, Rodowicz, Bem, Peter Gabriel. Brak pamięci. Pomieszanie z poplątaniem, ale to lubię najbardziej.
Dzisiejszy dzień na plus. Rozmowa z Elf załagodziła złość ale zostawiła po sobie milczenie. Nawet jeśli kłamała (na pewno kłamała), to sposób w jaki to robiła jest godny wybaczenia, ba nawet pochwały. Taktownie i elegancko, jak tylko Ona potrafi.
Dzisiaj wychodząc z pracy sprzątnęłam zwiędnięte malwy.
Od razu przypomniała mi się Osiecka i "malwy po chatach kwitną i bledną, po sześciu latach nic nie jest już tragedią". Po sześciu latach nie, ale po sześciu godzinach krew pulsuje, pamięć także.
Do usłyszenia.
niedziela, 2 sierpnia 2009
Powstanie Warszawskie

Systematycznie każda rocznica wybuchu Powstania jest poprzedzana rozważaniami na temat czy było ono potrzebne, czy też nie. Już pomijam fakt dywagacji nad rozlanym mlekiem, bo to zamknięty rozdział i nawet najmądrzejsze poglądy profesorskich głów nic tutaj nie zmienią. Być może wymiar historyczny jest bezwzględny, ale pozostaje jeszcze wymiar ludzki. Ten najważniejszy, który ginie w rozmowach. Walka była wszak okupiona śmiercią tysięcy ludzi, z których podejrzewam każdy wierzył głęboko w sens swojego udziału w tamtym miejscu i tamtym czasie akurat. Nawet jeśli wynik z góry był przesądzony, to pozostaje zawsze wiara w cud, której być może większość się trzymała. Może to brzmi naiwnie czy patetycznie, ale na każdego przychodzi kiedyś czas, by uchwycić się brzytwy. Oni swój mieli właśnie w roku 1944. Uważam, że głębokim nietaktem jest mówienie o braku sensu, przy wiedzy jak duża liczba ludzi poległa. Z szacunku dla tej ofiary z życia, honoru i ojczyzny, w imię której walczono. Po prostu. Ilu ludzi dzisiaj by poszło bić się za Polskę? Co słowa honor i poświęcenie dla kraju znaczą? Nie wiem i się nie dowiem póki nie nastąpi konieczność takiego ruchu, ale mniemam, że niewielu.
Ja mam w sobie ogromny szacunek do wojska i Polski. Obie spuścizny po Dziadku, który co prawda w Powstaniu nie walczył, tylko pracował w niemieckim obozie; ale przekazał mi, co uważał za najważniejsze. I mimo tego szacunku nie wiem czy starczyłoby mi odwagi, czy zaryzykowałabym życiem, stąd tym większa moja pokora wobec Tych, którzy się nie zawahali i wobec słów, których czasami za dużo zostaje wypowiedzianych, podczas gdy milczenie złotem.
piątek, 24 lipca 2009
Pauza


(pierwsze zdjęcie, źródło: www.sinead-oconnor.com)
Bywa taki stan nicniemyślenia, stan najpiękniejszy z możliwych. Kiedy tylko "Sean Nos Nua" przepływa przeze mnie, za barierką balkonu jedynie jakże potrzebny, kiczowaty zachód słońca nad miastem, które przecież daleko. I nic więcej, nic więcej, tylko ta czysta kartka, która wcale nie chce być zapisaną.
czwartek, 23 lipca 2009
Przystanek

Przyleciał przedwczoraj na mój balkon. Miał obrączkę, więc był czyjś; o ile zwierzęta, podobnie jak ludzie, mogą należeć do kogokolwiek poza sobą. Ale ten znał przynajmniej drogę do domu. A to już naprawdę wiele. Widać było, że kontakt z człowiekiem to jego codzienność. W ogóle się nie bał. Obserwowałam go przez dłuższą chwilę, a potem...potem pomyślałam jak człowiek, że na pewno jest głodny, lub chociaż spragniony. W końcu przedburzowe, lipcowe powietrze, a on utrudzony lotem. Dlatego też szybko pokruszyłam chleb i wystawiłam spodek z wodą. I czekałam. On też czekał, ale nie na to, co ja w pośpiechu i w swoim ludzkim przekonaniu, przygotowałam. On przeczekiwał zmęczenie, odpoczywał. Po dwóch godzinach nagle zniknął. Chyba szczęśliwy, że nie został spłoszony. Nie wiem jak długa droga go czekała, ale jak każdy potrzebował chwili ciszy, z daleka od gwaru miasta, akurat pod moim dachem. Przystanek w podróży dokądkolwiek.
niedziela, 19 lipca 2009
Lato


Siedzę na balkonie. Dosięga mnie zapach łagodnie parzonej kawy, sygnał rozpoczęcia wieczornej biesiady, spotkań i przedsmaku nocnych rozmów Polaków. Trochę jak w reklamie, więcej jak w życiu. Zapach kawy wydobywający się zza okien, to dla mnie jeden z wielu zapachów lata. Tych, które wracają zawsze i bezpiecznie rozgaszczają się na kilka miesięcy. A lato pachnie dyskretnie. W przeciwieństwie do ostrej zimy, leniwej jesieni czy zachłannej wiosny. Lato osnuwa świat pajęczyną i zamyka w ciepłym kokonie z waty cukrowej. Lato pachnie dzieciństwem i wyprawami nad rzekę. Pierwszym latawcem i pierwszym upadkiem z drzewa. Tego zapachu nie da się pomylić z żadnym innym. I wszystko mu się poddaje - muśnięta słońcem pszenica, starta w pył ziemia, nawet motyle zachłyśnięte lepkim powietrzem są inne. Dla mnie lato to pora wędrowania najdalej od miast. Kiedy oczy bolą od błękitu, stopy przeskakują kłujące źdźbła traw, a we włosy wplątują się owady - wiem, że jestem i że nic więcej mi nie potrzeba. Chyba, że permanentnego trwania, w którym najlepszy jednak wiatr.
sobota, 18 lipca 2009
Rozmowa z Cieniem

Cień pozostaje zawsze w cieniu. Choć ma wyraźnie zarysowany kształt, to zawsze to kształt obcy. Mój, czy chce, czy nie - jest kobietą, w rodzaju męskim na dodatek. Niby drugorzędny, mało znaczący, zbędny, ale bardziej przebiegły niż jego trójwymiarowy właściciel. Porusza się doskonale przodem do tyłu i pionowo w poziomie. Żyje tylko w Słońcu. A nam Księżyc i Noc świecą. Nas się ima wiatr, dosięga piorun. Naszą odpowiedzią jedynie słowa, z których większość zbędna. Rozmowa z Cieniem zawsze milcząca i zawsze urwana w pół chmury przepływającej tuż przed promieniem.
czwartek, 2 lipca 2009
Żaba
Przyłapana tuż po wyjściu z ukrycia,na kamiennych schodach. Wynurzyła się z zieleni i była widoczna jak na dłoni i w tej dłoni spokojnie dała się zamknąć. Dokładnie ogrzana słońcem, przez co szorstkość zieleni jej ciała dawała się odczuć tym bardziej. Oddychała całym ciałem, właściwie przez tych kilka minut zamieniła się w oddech. Skóra pulsowała ze strachu, zagubienia, oderwania od ziemi. Precyzyjnie wczepiała się w dłoń drobnymi łapkami, które z łatwością dopasowują się do nawet najbardziej dziwnego podłoża. I te oczy, zielone, które trudno ogarnąć tylko ludzkim wzrokiem.
Kiedy ją wypuściłam, zachłannie rzuciła się do ucieczki. W zieloność, powietrze, dużo większy ale pewnie bardziej przewidywalny świat. Jeszcze chwilę patrzyłam, zanim nie stopiła się z trawą na dobre i nie zniknęła za wąską linią wzniesienia.
Kiedy ją wypuściłam, zachłannie rzuciła się do ucieczki. W zieloność, powietrze, dużo większy ale pewnie bardziej przewidywalny świat. Jeszcze chwilę patrzyłam, zanim nie stopiła się z trawą na dobre i nie zniknęła za wąską linią wzniesienia.
sobota, 2 maja 2009
Sarna
Czasami nie cierpię siebie jako człowieka. Za wygodę, rozpanoszenie w świecie, słowem - egoizm. Kiedyś wracałam pociągiem, tuż przed stacją docelową - Opolem, maszyna zatrzymała się nagłym szarpnięciem w szczerym polu. Ogromne poruszenie wśród pasażerów, w końcu spóźnienie, ciemno, zimno, za miedzą dom a tu trzeba tkwić i nie wiadomo jak długo. Okazało się, że pod koła wpadła sarna. Żyła. Ale to nikogo nie obchodziło. Zatrzymał się pociąg. Stoi. Coś trzeba z tym zrobić. Podjęto zatem próbę przejechania po ciele zwierzęcia, ostrego szarpnięcia do przodu - a nuż pójdzie. Kilkakrotne ostre wyrywanie nie przyniosło żadnego rezultatu, może tylko dodatkowy odgłos łamanych kości, na który raczej nikt w tym zamieszaniu nie zwrócił uwagi. Zwierzę wciąż żyło, o czym przekonywał mnie dziwny skowyt dobiegający z zewnątrz. Konduktorzy próbowali coś podważać, był nawet pomysł odczepienia wagonu, ale ostatecznie stanęło na wezwaniu dodatkowej lokomotywy, która ma pociągnąć cały skład i tym samym uwolnić koła z doczepionego ciała. Ja także byłam zła, bo spore spóźnienie, głód, jutro do pracy na siódmą, więc pewnie krótki sen. Ani przez moment nie pomyślałam o tym, że nie ja, ani nikt z pociągu nie jest w tragicznej sytuacji, że prawdziwy dramat rozgrywa się obok. Ta myśl powróciła dopiero gdy dotarłam do domu, wcale nie tak późno i wcale nie taka głodna. A wspomnienie podróży i tak nie pozwoliło mi zasnąć do rana. O czym mogła myśleć sarna, kiedy leżała tam pod kołami z pogruchotanymi kośćmi i porwanym ciałem? O stadzie z którego uciekała albo do którego spieszyła, o łące, smaku trawy...Zwierzęta ponoć są pozbawione wyobraźni, ale przecież stado, trawa...są, więc to nie wyobraźnia, lecz pamięć, a tę mają doskonałą. Być może w jej głowie pulsowała tylko czarna plama, a może właśnie łąka w najdojrzalszym dniu lata. Czasami odnoszę wrażenie, że zwierzęta wiedzą więcej od nas, że czują podskórnie intencje człowieka. I wybaczają. Ot tak bez zastanowienia i kalkulowania zysków i strat. Ona pewnie też wybaczyła ludziom tę złość na spóźnienie. Ilekroć myślę o tym, że tej nocy moja obojętność mogła zostać mi odpuszczona, czuję wstyd. O tyle większy wobec czystego sumieniem zwierzęcia, niż nawet najbliższego człowieka, który przecież jest stworzony do popełniania błędów. I widzę ją w tym polu, z utkwionym we mnie wzrokiem i z zapasem oddechów na dużo za długą drogę.
Bocian
Zobaczyłam go przypadkiem. Jak zwykle szłam szybko, za szybko na spacer. Ale taką już mam naturę, że wszystko robię szybko, nieokreślony bliżej pęd życia. Był piękny dzień. Wiosna w pełni rozpraszała mój wzrok. I nagle on. Pośrodku zieleni na podmokłym, błotnistym wycinku świata. Stał dumnie na jednej nodze; od razu skojarzył mi się z kreskówkowym wcieleniem bociana, w podtekście zapewne czekającym na żabę. Ale ten był spokojny, całkowicie wkomponowany w krajobraz, jak gdyby i on i przestrzeń nie mogli istnieć osobno. Stałam zatem i patrzyłam. Tak samo nieruchomo, ale już oddzielnie. Jako człowiek nie pasowałam tam. Drobny mój ruch wprowadziłby niezłe zamieszanie. Orientując się, że lada moment on mnie zobaczy - oddaliłam się najciszej jak umiałam. Uznałam to wydarzenie za ważne, zatem powiedziałam o tym napotkanym chwilę później znajomym z pracy. Padły słowa o dobrej wróżbie, czyli rychłym macierzyństwie, które ja przyjęłam z półuśmiechem. Była też niewzruszona Ewa - "no gdybyś zobaczyła latającego koalę, o to byłoby coś...". Zatem ten bocian to nie było coś, a skoro nie było coś, to było nic - posługując się logicznym równaniem. Mogłam przecież nie zwrócić uwagi, spojrzeć akurat w inną stronę. Przejść za wcześnie, lub za późno. Ale przechodziłam w czasie bociana i jego skupienia, które pozwoliło mi na moment się zatrzymać z za szybkiego marszu. Tylko tyle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




