wtorek, 27 października 2009

"Sefer"


Tym razem będzie o powieści Ewy Lipskiej. Do przeczytania zachęciły mnie, przekornie, mało pochlebne recenzje tej książki oraz spokój poetki podczas dyskusji, który jednoznacznie wskazywał na świadomość napisania wartościowej książki. Nie wiem na ile takie odczucie sprawdza się w przypadku wypuszczonych spod własnego pióra zdań, bo z pewnością daleko mu do obiektywizmu, ale zwykle jesteśmy w stanie przecież na siebie spojrzeć krytycznie.
Szczerze to zamieszanie wokół Sefera przypomina mi premierę filmu Źródło Aronofskiego i zalew niepochlebnych recenzji bez wgłebienia się w istotę obrazu, który w rzeczywistości jest genialny.
Raczej nie piszę o książkach, bo jestem zdania, że książki trzeba czytać przede wszystkim, ale tej akurat należy poświęcić chwilę, a może nawet więcej.
Sefer mnie urzekł. Biorąc pod uwagę, że autorka jest poetką i to w dodatku niezłą poetką, nie spodziewałam się w żadnym wypadku klasycznej fabuły, która bądź co bądź powinna gdzieś czytelnika doprowadzić. Tutaj wszystko jest fragmentaryczne, porwane, niekompletne. Tak jak czysty proces myślowy każdego człowieka, którego rejestracją jest właśnie ta powieść. Nikt z nas nie ma w głowie poukładanych szufladek, często myśli się przenikają, gonią, przepychają i Lipska próbuje za tym chaosem nadążyć i jeszcze go zapisać. Z bardzo dobrym skutkiem, jak sądzę. Widzę w tej powieści Joyce'owski strumień świadomości oraz schulzowską kompozycję szkatułkową, gdzie jedno skojarzenie pociąga za sobą kolejne, co w konsekwencji tworzy ciąg zdarzeń, walcujących w czasie i odkrywających istotę bohatera.
A główny bohater - Sefer - nie ma twarzy. Czyli jest każdym - mną, Tobą, kawałkiem jego. Na okładce powabny melonik osadza się na barczystych ramionach. W postać wpisane są: fajka, kieliszek, ptak i klucz. Te dwa pierwsze elementy to przyjemność i uspokojenie; ptak - coś co uskrzydla...Sefera uskrzydlają słowa, to na pewno, poza tym ludzie, którzy są jego papierkiem lakmusowym i dzięki którym możemy go poznać. Jest też klucz, do szyfru, który każdy musi znaleźć sam. I jest pewność, że takowy szyfr istnieje, co podkreśla jedna z uczestniczek rozmowy. Sefer to przecież też księga, którą każdy z nas jest. I być może właśnie dlatego cztery najważniejsze elementy zostały wyryte na torsie postaci, niczym dekalog na kamiennych tablicach.
Oczywiście jest też tło - Wiedeń i Kraków zdegradowany z magicznego do zwykłego miasta, poprzez uwypuklenie krzywych chodników czy przecenionych zajączków na wystawie Rosenthala, zamiast chociażby ekskluzywnej zastawy.  I dobrze, bo każde miasto ma swoją ciemną stronę. Zapewne porównanie do Ulicy Krokodyli, jest tutaj nadużyciem, ale wędrówka bohatera od razu nasunęła mi to skojarzenie. Ale już sama podróż w głąb miasta i samego siebie - istnie schulzowska.
Dla mnie Sefer, to powieść frazowana, której siłą jest poezja, a ramą proza. Kompromis, którego poszukiwał Miłosz, tutaj się odnalazł i rozgościł. I tylko w takiej formie genialne sformułowania jak: Trudno w miejscu gdzie nie ma słów, stworzyć zdanie; czy rozmowa na poczcie: - Nie nudzi pani ta praca - zapytał listonosz, - Nie, dlaczego? Codziennie przecież inna data - mają rację bytu. Na pewno nie da się wobec tej pozycji przejść obojętnie, we mnie nadal ona dojrzewa, jak każde poetyckie spojrzenie Ewy Lipskiej na to co już znane, a przecież wciąż nie dopowiedziane.

6 komentarzy:

Holden Caulfield pisze...

...jak wiesz jest fanem Lipskiej, więc zazdroszczę Ci przygody z Jej słowami...

Emma pisze...

dokonam zakupu, bo ostatnimi czasy dopiero poznaję Lipską głębiej, więc to będzie ciekawe doświadczenie. zwłaszcza, że lubię poezję w prozie.

Zeruya pisze...

Brzmi zachęcająco bardzo :)

Tez lubię jej poezję.

Anonimowy pisze...

Nie myślała pani o tym, żeby pisać profesjonalne recenzje? Andrzej

Małgorzata pisze...

Holden wiem, wiem :)
Emmo, Zeruya - tylko uprzedzam to naprawdę specyficzna książka :)
Andrzeju - myślałam, ale na razie ten pomysł sobie leży i dojrzewa...

Anonimowy pisze...

zakupię zachęcony recenzją!
A poetkę Lipską w wielu tomikach mam i lubię
Marek