poniedziałek, 12 października 2009

Inna Dziewczyna Bez Zapałek (część piąta)


Znalazła go przypadkiem w kieszeni płaszcza. Kiedy po raz pierwszy ubrała go po letnim leżakowaniu w ogóle nie zwróciła uwagi na drobny przedmiot, a może nie wkładała rąk do kieszeni... Już nie pamięta. Na pewno się śpieszyła, jak zawsze rano i z uwagi na coraz dotkliwszy chłód ubrała się cieplej. Po pracy, już na spokojniej, zaczęła szukać ostatniego wyciągu z bankomatu i błądząc palcami po miękkiej podszewce kieszeni, pomiędzy biletami a zmiętymi chusteczkami, znalazła różowy koralik. Uśmiechnęła się do siebie, bo od razu przypomniała jej się "Karolcia" i magiczna moc spełniania życzeń. Ona nie miała ich zbyt wiele i na pewno by zdążyła zanim plastikowa kulka straci kolor i swoją moc. Nie miała pojęcia skąd to się mogło wziąć w jej kieszeni. Praktycznie nie nosiła biżuterii, czasami tylko delikatne naszyjniki lub bransoletki, ale kompletnie nie przypomina sobie żadnej z różowym dodatkiem. Nie był to jej kolor. Może kiedyś znalazła i odruchowo schowała? Ale to też wydało jej się mało prawdopodobne - nie podnosiła pieniędzy, a schyliłaby się po kawałek plastiku? Nie zastanawiając się dłużej schowała koralik z powrotem do kieszeni i wyszła. Jak widać kulka nie miała magicznych właściwości, bo dwa bankomaty po drodze były nieczynne i musiała odstać swoje w kolejce do banku, a gdy przyszła do domu zastała ociekający wodą sufit. Sąsiad uśmiechnął się przepraszająco, powiedział, że zapłaci za malowanie i tyle go widziała. Zmęczona opadła na fotel. Nagle usłyszała lekkie drapanie za oknem. Pomyślała, że gołębie znów buszują na jej parapecie, dlatego nie podnosiła się, zwłaszcza, że na powieki zaczął opadać sen. Niestety drapanie nie ustawało i na dodatek zaczęło mu towarzyszyć mruczenie. Podeszła więc do okna, a na parapecie ostatkiem sił wisiał kot, właściwie koci dzieciak...coś go musiało wystraszyć, albo pogonić i uciekł przed siebie nie bacząc na to, że jakoś będzie musiał wrócić. W sumie uciekać jest znacznie łatwiej, niż wracać  - pomyślała. Nie miała zwierząt. Po pierwsze dlatego, że często wyjeżdżała i nie chciała ich skazywać na samotność, a po drugie lubiła zadbane mieszkanie, bez ingerencji kogoś obcego, nawet gdyby to miał być żółw. Ale kot sam ją znalazł. Może instynktownie wybrał kogoś komu najmniej zdezorganizuje świat i kto też właściwie się zgubił. Zabrała więc zziębniętego i wystraszonego malucha zza okna, przykryła kocem i ułożyła na tym samym fotelu, na którym jeszcze przed chwilą była sama, bez najmniejszej myśli o zmianie. Miejsce jeszcze letnie od jej zmęczonego ciała teraz zajmował nowy towarzysz. Wróciła się do przedpokoju, aby sprawdzić, czy koralik nadal jest w jej kieszeni. Był, ale jakby trochę bledszy...

4 komentarze:

Holden Caulfield pisze...

przykryła kocem i ułożyła na tym samym fotelu, na którym jeszcze przed chwilą była sama, bez najmniejszej myśli o zmianie.

te frazy nie tylko kotów dotykają:)

AnSa pisze...

..przypomniałam sobie jak pochłonięta do reszty czytałam 'Karolcię'..:)
..z ogromną przyjemnością wtopiłam się w Twój post :D .. mały 'Kotek' potrzebował domu a Kobieta nie była już sama..:)
pozdrawiam ciepło..

Latarnik pisze...

I Kot i Dziewczyna szukali się nawzajem ...

Małgorzata pisze...

Chyba tak :)